Nagrałem Garage Band wiersz Tarkowskiego “Nocny Deszcz”. Powiedzmy, że jest to próba podcastu. Jeśli się komuś spodoba – nagram więcej i lepiej
. Proszę zatem o opinie i sugestie, jak można to zamieścić na wordpress’ie w przyjaźniejszej formie.
Archiwum z sierpień, 2006
Próba audio, czyli coś jak Podcast…
sierpień 29, 2006Efekt uboczny pracy licencjackiej…
sierpień 23, 2006W związku z szerokozakrojonymi czynnościami towarzyszącymi pisaniu pracy licencjackiej, powstał efekt powstał pozytywny efekt uboczny. W związku z tym, że musiałem zebrać słownictwo z zakresu rosyjskiego slangu komputerowego powstał mini słownik z tego zakresu. Słownik będę w miarę możliwości uzupełniał o nowe poznane słówka, oraz dopracuje go graficznie. Narazie surowa wersja jest tutaj.
Widoczek bliski sercu…
sierpień 19, 2006“Graj mi, graj…”
sierpień 18, 2006Po długich męczarniach (brak czasu, natchnienia, długa rozłąka), skończyłem wreszcie tłumaczenie wiersza Siergieja Jesienina. Wiersz nie posiada tytułu, więc jego tytułem są pierwsze słowa “Graj mi, graj”. Od razu przyznaje się, że w oryginale dosłownie jest “śpiewaj”, ale po przeczytaniu na pewno stwierdzisz, że nic strasznego nie zrobiłem zmieniając to na “graj”. Z powodu pewnych okoliczności tłumaczenie dedykuje mojemu przyjacielowi Kobzie
.
***
Graj mi, graj. Na przeklętej gitarze,
Palce tańczą twe w ruchu,
Utopić się w czadzie tym marze,
Mój ostatni, jedyny druhu.
Nie patrz na jej nadgarstki,
Ani z jej szyi jedwab lejący.
Szukałem w niej szczęścia namiastki.
A zgubę znalazłem niechcący.
Nie wiedziałem, że miłość wyrokiem,
Nie wiedziałem, że miłość ma dżumę
Przyszła z przymkniętym okiem,
I z chuligana odeszła rozumem.
Graj mi graj. Zaśpiewaj znów mój kolego,
Przypomnij poranek dawnej ułudy.
Niech całują teraz innego,
Usta młodej przepięknej paskudy.
Ach, zaczekaj. Ja na nią nie wrzeszczę,
Ach, zaczekaj. Ja jej nie ukarzę,
Daj mi, ja teraz cichutko jeszcze,
Zagram na strunie basowej w gitarze.
Leją się dni me w różowej kopule.
W sercu snów złotych suma się krząta.
Wiele dziewczyn macałem już czule.
Wiele kobiet tuliłem po kątach.
Tak! Są ziemi złe prawdy mi znane,
Widziałem dzięciecym je okiem:
Liżą kundle kolejno, na zmianę
Sukę ociekającą sokiem.
Więc cóż mi tu zazdrość pomoże.
I czemu mnie miałoby boleć.
Nasze życie to pościel i łoże.
Nasze życie – pocałuj i poleć!
Graj mi graj! W pechowym rozmachu,
Tkwi rąk twych pechowa bieda.
Ale wiesz druhu mój, poślij je na ch…
Bo umrzeć od tego się nie da.
I do tego oryginalna wersja:
* * *
Пой же, пой. На проклятой гитаре Пальцы пляшут твои вполукруг. Захлебнуться бы в этом угаре, Мой последний, единственный друг. Не гляди на ее запястья И с плечей ее льющийся шелк. Я искал в этой женщине счастья, А нечаянно гибель нашел. Я не знал, что любовь - зараза, Я не знал, что любовь - чума. Подошла и прищуренным глазом Хулигана свела с ума. Пой, мой друг. Навевай мне снова Нашу прежнюю буйную рань. Пусть целует она другова, Молодая, красивая дрянь. Ах, постой. Я ее не ругаю. Ах, постой. Я ее не кляну. Дай тебе про себя я сыграю Под басовую эту струну. Льется дней моих розовый купол. В сердце снов золотых сума. Много девушек я перещупал, Много женщин в углу прижимал. Да! есть горькая правда земли, Подсмотрел я ребяческим оком: Лижут в очередь кобели Истекающую суку соком. Так чего ж мне ее ревновать. Так чего ж мне болеть такому. Наша жизнь - простыня да кровать. Наша жизнь - поцелуй да в омут. Пой же, пой! В роковом размахе Этих рук роковая беда. Только знаешь, пошли их на хер... Не умру я, мой друг, никогда.
